Another Family Day in the Mountains / My Actifit Report: #45 Feb/14/26

avatar

Another day of our family trip to Karpacz goes straight into the category: “tired but happy dad”.

Morning, as always with us, didn’t include sleeping in. Our youngest troublemaker decided that since the birds in the mountains were already chirping, the whole family should be up too. And just like that, at dawn, we started the day at full capacity me, my wife, our four-kid crew, and of course the never-ending soundtrack of “Daaaaad…” in the background.

After a quick breakfast, we hit the trail. And here came the classic family-trip scenario:
– one kid runs like a mountain goat,
– another collects every single rock,
– the third asks every five minutes how much farther,
– and the fourth… wants to be carried,

And me, of course, in my usual multitool role: guide, porter, motivator, and snack bank all in one.

But I’ll tell you one thing when you finally reach a viewpoint, and the kids suddenly go quiet, look at the mountains, and say, “Wow… it’s so beautiful here…” everything makes sense. You catch that moment and realize that this is exactly what these trips are about.

There was plenty of laughter too. Wiktor tried to convince everyone he was “the best mountain tracker” because he found… a stick. Alex, as always, stayed close to animals even in the mountains he was watching every dog we passed. Sara documented everything, of course, and Oskar pretended he wasn’t enjoying it… but he totally was .

By evening we were all completely exhausted. Kids tired but happy. Us too.

And now I’m sitting here, looking at my crew, thinking how priceless days like this are. Because mountains are great, views are amazing, but what matters most is that we’re together a little tired, a little dirty, but very happy.

Tomorrow brings another day of adventures. And I already know one thing with this bunch, there’s never a dull moment


Kolejny dzień naszego rodzinnego wypadu do Karpacza mogę spokojnie zaliczyć do kategorii: „zmęczony, ale szczęśliwy tata”

Rano, jak to u nas, nie było opcji na spanie do oporu. Najmłodszy rozrabiaka uznał, że skoro w górach ptaki już ćwierkają, to znaczy, że cała rodzina też powinna. No i tak oto o świcie rozpoczęliśmy dzień w pełnym składzie ja, moja żona, nasza czteroosobowa ekipa i oczywiście niekończące się „Tatooooo…” w tle.

Po szybkim śniadaniu ruszyliśmy na szlak. I tu zaczęła się klasyka rodzinnych wypraw:
– jedno dziecko biegnie jak kozica górska,
– drugie zbiera każdy kamyk,
– trzecie pyta co pięć minut, ile jeszcze,
– a czwarte… chce na ręce

Ja oczywiście w roli multitoola: przewodnik, tragarz, motywator i bank przekąsek w jednym.

Ale powiem Wam jedno kiedy dochodzisz na punkt widokowy, dzieci nagle milkną, patrzą na te góry i mówią: „Ale tu jest pięknie…” to wszystko nabiera sensu. Człowiek łapie ten moment i myśli sobie, że właśnie o to chodzi w takich wyjazdach.

Było też sporo śmiechu. Wiktor próbował przekonać wszystkich, że jest „najlepszym tropicielem w górach”, bo znalazł… patyk. Alex jak zwykle trzymał się blisko zwierzaków nawet w górach wypatrywał każdego psa. Sara oczywiście dokumentowała wszystko, a Oskar udawał, że nie robi mu to frajdy… ale robiło.

Wieczorem padliśmy jak muchy. Dzieci zmęczone, ale szczęśliwe. My też.

I tak sobie siedzę teraz, patrzę na tę moją ekipę i myślę, że takie dni są bezcenne. Bo góry górami, widoki widokami, ale najważniejsze jest to, że jesteśmy razem trochę zmęczeni, trochę brudni, ale bardzo szczęśliwi.

Jutro kolejny dzień przygód. A ja już wiem jedno z tą bandą nudy nie ma.


This report was published via Actifit app (Android | iOS). Check out the original version here on actifit.io


14/02/2026
20610
Daily Activity, Photowalking, Play with kids/grand kids, Walking



0
0
0.000
2 comments
avatar

⚠️⚠️⚠️ ALERT ⚠️⚠️⚠️

HIVE coin is currently at a critically low liquidity. It is strongly suggested to withdraw your funds while you still can.

0
0
0.000